Reptylianie, energia i smutki.

Mama, mama, mama, mama ogląda różne filmy. Siostra kiedyś oglądała Rozmowy w Toku, ja kiedyś się w różne tematy wgryzałam, potem w inne, też fajne, i tak ostatnio podsłyszałam, że reptylianie, o których rzekomej prawdziwości istnienia to już dawno wiedziałam, to… są zwykli ludzie, którzy mogą nagle zmieniać postać, i stają się reptylianinem. No co za absurd!

Właściwie to, w związku z tym, to nie są zwykli ludzie. Ale nie i też jacyś niezwykli. Normalni. Nasi. Swoi. No ci, pomiędzy nami. Pomiędzy nami chodzą te ukryte reptyliany, tak jak i wampiry energetyczne, psychopaci, madki z horymi curkami czy dzieckiem ze zbrajanionym imieniem, mordercy, ludzie o wielkim sercu, schizofrenicy, twin flame’y czy dzieci indygo. Reptylianie rzekomo są wśród nas, w ludzkiej skórze,

…za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą.

Są, ale nie mają się chyba za dobrze. No kurde, kto by się miał jakby był reptylianinem. Toż to gad. Mniejsza forma mózgowa, gady przecież uczuć nie mają. Gady, płazy, kto by je tam…

Nadstaruszka, co ją niedawno poznałam, – i myślała, że aby zapamiętać moje imię, doradzam jej je napisać na swoim czole, nazwałam wężem, życzliwa koleżanka poprawiła na padalca, – opowiedziała mi nad resztkami usuniętej papryki z posmażonej lidlowskiej tortilli, o swojej koleżance, która lubowała się w posiadaniu węża jako swoje zwierzątko domowe. Kochała go jak my swoje kotki i pieski, i w podobny sposób jak my okazywała swoją miłość, śpiąc ze swoim milusim w dotyku, lecz na inny sposób, ulubieńcem. W pełni wiary była, że jej miłość jest odzwajemniona.

Każdego wieczoru, jako wieczorny rytuał łożny, wąż rozciągał się przy swej właścicielce na całą swą długość, a potem zwijał w kłebek, tuląć się w podpachowym cieple. Miała go już trochę, był cały i zdrów, jednak w pewnym momencie z nagła przestał jeść, nie tracąc swych sił, nie rezygnując z wieczornych zabiegów.

Mieszanka konsternacji, strachu i ździwienia – sądzę – musiała ów koleżankę ogarnąć, gdy dowiedziała się, że w ten właśnie sposób prawdopodobnie sprawdzał on możliwośći swojego ciała względem, no cóż, tego na co liczył, że może tam zmieścić. Tak, moi drodzy. Jej ulubiony chciał ją po prostu zjeść.

Ale o czym ja miałam… Aha! I tutaj możemy dojść do tego, na przykład, że gady uczuć nie mają, w przeciwieństwie do zazdrosnej o to, że głaszczę i pieszczotliwie zwracam się do mojej nogi, Lolci – świętej pamięci psina sprezentowana mojej siostrze na urodziny, która przyszła mi z myślą pewnego lata, że zmarła. Wszystko za sprawą kory nowej, (tak?) której gady nie mają. Podobnie i my: możemy się dowiedzieć, że mamy gadzi mózg, a tenże właśnie odpowiada za, po prostu, automatyczne przetrwanie. To jest ten nasz zalążek podstrzymywania tego, aby życie wciąż trwało i dalej ewoluowało, tak? No przecież, nasze podstawowe sposoby na podtrzymanie gatunku, są gadzie – jakby nie patrzeć.

Eniłej, i właśnie patrzcie, nie powiedziałam najwazniejszej rzeczy, czyli tego co mnie tak zszokowało i oburzyło, co siostra powiedziała na temat reptylianów podsłyszanego od jakiejś babeczki u Drzyzgi. A ja o reptylianach, szarakach i tych kochanych, którzy trzymają w tubie ciało Jezusa i Buddy, i tych długozłotowłosych przekochanych, chociaż może to ci sami, wiedziałam! I nic żem nigdy czegoś takiego nie słyszała!

Toż to ja nawet reptylianina widziałam!* A było to wkrótce, a nie, conajmniej 2 lata jednak, po przeprowadzce do nowego domu w odległej wsi zabitej dechami po pępek, a jednak tirowo-przepustnej. Oj, złote czasy. Piękny widok z okna, i przez to okno lubiłam wygladać na niebo szukając statków naszych matek i ojców z niebios, co to wszyscy myślą, że są satelitami.** Półpochmurnie było, bo i gwiazdy były na niebie, i na lewo od domu mego, gdzie szły dwie piaszczyste ścieszki pojedyńczych liń furtek i płotków, przedzielone 10 metrami trawy, była gęsta chmura (no tam, u góry, na niebie, w tamtą stronę patrząc). Zatem, krótko mówiąc, widziałam płot sąsiada po drugiej strony niezabudowanego placu oświetlony samotną latarnią. No i teraz akcja. Jakiś dziwny klimat się zrobił. Patrzę: za tą gęstą chmurą świeci światło, mocne, i białe. Zbyt mocne, zbyt duże na cokolwiek mi znanego, co mogłoby się skrywać za chmurą. A leciało wzdług drogi nad nią, od lasów w strone wsi. Ja w szoku, w podnieceniu, radości, co to widzę, jaki okaz, co to jest, no jakże, ciarki na plecach, radość na ustach, gwiazdki w oczach, marzenia się spełniaja! Co to może być?! Wtedym po chwili – jak mi za domem już zniknęło to cos – jakieś warki, nie pojedyńcze, w nieznany mi sposób słyszalne, jakieś dudniące, ryczące, rozwścieczone, groźne, stłumione, lecz gęste słyszę. Nagle pod sąsiednią ścieszką, w złotym świetle, bo od latarni, w strone lasu z tym warkotem przebiegło coś wielkiego! Zbyt obfite jak na psa, zbyt wysokie na dzika, zbyt wielkie, szybkie i groźne na cokolwiek. Z ogonem. Brrrr…(*) I tak sobie mówie, że widziałam reptylianina, bo to miło tak sobie mówić takie rzeczy. Po prostu, żeby weselej w życiu było, ot tak, dla wewnętrznego uśmiechu. Bo kogo to obchodzi co to tam biegło, niech to i nawet słoń będzie, żadnego to znaczenia nie ma, a ja się w duchu miałam z czego się cieszyć.

Łomatko, znów odbiegłam! Tak, dlaczego ci ludzie zmieniają się w reptylianów? I że w ogóle się zmieniają?! Szok! Ja myślałam, że oni są z innych planet! Ale najwidoczniej, wszystkie światy są tutaj, na tym jednym. Niebo w luksusach, piekło wśród sił zbrojnych, czyściec na ulicy, i reptylianie wszędzie pomiędzy.

———

Cześć!

Jeżeli spodobało Ci się to, co piszę, w jakikolwiek sposób rozbawiło, zaciekawiło, co przeczytałeś, drogi Czytelniku, Człowieku, Panie Prezydencie, i chciałbyś wiedzieć jakby ten tekst się kończył, co chcę dalej powiedzieć – bo niestety sprawy gonią, i muszę kombinować – to, mhm, nie wiem, polub może? Zacznij obserwować moją stroną na Facebooku, którą mam nadzieję jakoś rozkręcić, razem z blogiem?

Tęskniłam.

Miło znów tu być. Buziam Was mocno, drodzy czytelnicy, komentujący i wysyłający maile – to dzięki Wam mój blog wciąż był w moim sercu. Z chęcią zacznę pisać na poważnie – o tym jak ogarnąć się z depresji i jednak się nie… Pozdrawiam 🙂

2 uwagi do wpisu “Reptylianie, energia i smutki.

  1. nie wiem jak tu trafiłem, ale to mi się podoba, no ja to niekiedy sobie wilkołakiem jestem, ale takim prawdziwym! Nie takim co tylko na pełnie czeka, a nieee, tak to nie. Wychodzę z domu, no bo las mam odrazu koło siebie, no bo jak to innaczej mogłabyś sobie pomyśleć, wilkołak w mieście? No i właśnie, ja to prawdziwy wilkor, zrzucam maski, tfuuu ubranie i biegam, wyje, turlam się i poluje, ale ja to taki ciepły Wilk, z dużym serduszkiem, trochę takie niemodne, ale tak, tak jestem Wilkołakiem, chodz nie pamietam jeszcze skąd tu przybyłem, a depresja znam, ale to ona jest drzwiami, a klucz jest w serduszku, Aaaaaaaaaaaaaaaaałuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.